Wiara

Jak mają uwierzyć ?

„Wiara rodzi się ze słuchania”. „Jak mają uwierzyć, jeśli im nikt nie głosił?”

Jeżeli nie będziemy głosić Ukrzyżowanego, nie będziemy mówić o Nim… nie usłyszą i nie uwierzą.

Tak, Drodzy Wierzący Bracia i Siostry:  niewierzący nie chodzą do kościołów i nie jeżdżą na rekolekcje. Jak zatem mają uwierzyć, skoro nikt im nie głosi?

Wiara nie jest tylko cudowną tajemnicą naszej duszy, sekretnym miejscem, do którego wchodzimy, aby obronić się przed światem. Wiara domaga się głoszenia, ponieważ Bóg chce być poznany. Jest to dogłębne pragnienie Jego serca. „Poznania pragnę, bardziej niż całopaleń”- mówi.

Bóg chce być poznany. Starajmy się odpowiadać na pragnienia Jego serca.

Kto ma to zrobić, jeśli nie my…

 

Zysk i strata

Jeśli tak usilnie namawiam wszystkich  do wiary w Boga, może warto się zastanowić, co właściwie na tym zyskamy. Jaki jest bilans zysków i strat? Dlaczego warto przyjąć Boga?

Nie chcę tutaj mówić o tych, dla których wiara w Boga stanowi wymierną korzyść, choć jest ich zapewne wielu: o tych, którym Bóg dał szczęśliwe życie, męża czy żonę, wspaniałą rodzinę czy pewność realizacji swego powołania. Nie chcę tu mówić także o tych, którym Bóg przywrócił zdrowie, dał pracę, której nie mogli znaleźć, czy wysłuchał ich błagalnych modlitw.

To oczywiście są wymierne zyski, jakie może dać nam wiara w Boga, lecz – co chyba każdy jest w stanie dostrzec – wiara nie zawsze daje nam to wszystko.

Chcę tu mówić o tych, których Bóg nie wysłuchał, których życie nie jest szczęśliwe ani usłane różami, którzy cierpią z powodu odrzucenia czy nie mogą zrealizować swego powołania. Jest ich wielu. Jest ich tak wielu, którzy stracili wszystko ze względu na Boga, a niczego nie zyskali. Są tacy, którzy stracili przyjaciół, gdyż musieli stanąć po stronie Boga, a przeciwko nim, stracili swoje marzenia związane ze służbą Bogu, którzy stracili niemal wszystko z powodu wierności Bogu, swojemu sumieniu, którzy z powodu wewnętrznej uczciwości nie mogli przystać na pewne rozwiązania czy układy. Nie zyskali nic od Boga, tracąc wszystko lub niemal wszystko.

Piszę w imieniu tych wszystkich: Warto wybrać Boga i przyjąć Go do swojego życia. Warto kochać Boga i iść za Nim, nic wymiernego nie zyskując. Warto służyć Mu całkowicie bezinteresownie. Nic nie może się równać z tą wewnętrzną nagrodą, jaką zyskujemy, służąc Bogu bez żadnych wymiernych zysków. Nic nie może się równać z tym poczuciem wolności całkowitej, jaką dzięki temu uzyskujemy. To poczucie wolności wynikające z pewności, że nie otrzymuję nic za moją służbę Bogu, jest najwspanialszą nagrodą, jaką otrzymuję. Ale jeśli się na to nie zdobędę (nie zdobędę się na ten wielki gest służenia Bogu całkowicie bezinteresownie) – nie zrozumiem tej nagrody. Przychodzi wtedy właśnie, kiedy nie mam już nic, co mogłoby stanowić dla mnie wymierną nagrodą za służbę Jemu. Kiedy nic nie zyskuję na tym, że Mu służę (szacunku, uznania, bycia kimś niezwykłym, pozycji społecznej, szczęścia czy czegokolwiek innego, co zwykle dla nas bywa taką nagrodą) – wtedy właśnie zyskuję wszystko! Paradoksy obecne tylko w Bogu.

Jest jeszcze jedna rzecz, którą zyskujemy my – idący za Bogiem (zarówno jedni, jak i drudzy). To więź. Więź z Bogiem, która jest wszystkim, czego człowiek może oczekiwać. Więź będąca połączeniem różnych innych więzi, które tworzymy z ludźmi( z naszymi przyjaciółmi, ukochanymi, czasem rodzicami, ze wszystkimi, których kochamy, lub którzy kochają nas), będąca połączeniem tych wszystkich więzi, a jednocześnie czymś zupełnie innym. Niepowtarzalna i niezwykła jest nasza więź z Bogiem. Mogłabym za nią oddać wszystko i doprawdy mogę wszystko stracić, byleby tylko ją utrzymać. Jest czymś tak ważnym, że nie da się tego wyrazić słowami. Bez niej nie istnieję.