Bywają takie chwile, kiedy nam, zanurzonym w materialności świata, nagle objawia się realność Boga. Rozumiemy wtedy, że struktura świata, co do materialności której byliśmy przekonani, jest inna. Bóg objawia się jako ten, który działa naprawdę, realnie i konkretnie, a jednocześnie dostrzegamy, jakby na moment uchyliła się jakaś zasłona, przez którą zwykle nie możemy nic zobaczyć, że my sami jesteśmy jedynie pyłkiem wobec Jego potęgi, my sami, świat stworzony i wszechświat – wobec Niego i Jego mocy, a także wobec Jego realności – są niczym. To tak, jakby przez całe życie było się pewnym, że za drzwiami mojego domu jest ulica, chodnik i chodzą tam zwyczajni ludzie. I pewnego dnia otwierasz drzwi i zamiast nich wszystkich widzisz skupiska gwiazd i pędzący w nieskończoność wszechświat z tysiącem słońc i wirujących galaktyk.
Realność Boga jest czymś nieskończenie większym niż nam się na co dzień wydaje. Sądzimy, że kiedy zamkniemy oczy, On zniknie, sądzimy, że Jego istnienie zależne jest od nas, od naszej wiary, przekonania, wyobrażenia…. W rzeczywistości jest zupełnie na odwrót: jeśli On zamknie oczy – my wszyscy znikniemy.

