Czy katolik świecki, działając w zgodzie ze swoim sumieniem i swoją wiarą, ma prawo do działalności politycznej? Czy dajemy prawo świeckiemu katolikowi do czynnego zaangażowania w politykę? Jest to dość ważne pytanie w kontekście dzisiejszej sytuacji i zarzutów, jakie stawia się Kościołowi w związku z mającymi miejsce protestami. Jeśli tak, to nie dziwmy się, że chce on zmieniać prawo w taki sposób, by było bardziej zgodne z Prawem Bożym.
Dziś, mam wrażenie, odmawia się tego katolikom , choć do tego właśnie wielokrotnie i na różne sposoby przez ostatnie dziesięciolecia namawiał go Kościół, definiując na Soborze i w Katechizmie istotę świeckości, powołania człowieka świeckiego. Świecki ma starać się o rozszerzanie Królestwa Bożego na tym świecie, zajmując się sprawami typowo świeckimi. Ma to robić, nie tylko oddziałując na sumienia, na sposób wyłącznie duchowy, ale może w tym celu wykorzystywać narzędzia typowo świeckie, jak właśnie politykę. Tak przez ostatnie lata rozumiana była choćby Akcja Katolicka, szczególnie przez Kościół wspierana.
Od wielu lat widzę, jak katolicy o poglądach bardziej prawicowych odsądzani są od czci i wiary za to, że ośmielają się mówić o ojczyźnie i głoszą obronę tradycyjnych wartości. Są oskarżani o faszyzm, nacjonalizm i szowinizm, gdy chcą promować wartości patriotyczne, tak jakby czymś złym było uczucie miłości do ojczyzny. To nie miłość do ojczyzny jest problemem, ale nienawiść do innych narodów. Nienawiść w ogóle jest problemem, bez względu na to, kto lub co staje się jej przedmiotem…Tak jak to się dzieje teraz, nienawiść można mierzyć siłą agresji protestujących, widać ją na każdym kroku…
Obserwuję, niestety, jak wiele jest niezrozumienia wobec prawicy i ludzi o prawicowych poglądach w naszym dość socjalistycznym społeczeństwie, a nawet w samym Kościele. Katolicy lewicowi nie rozumieją dążenia prawicy do zmiany prawa na takie, które będzie bardziej odpowiadało Prawu Bożemu i oskarżają Kościół o mieszanie się do polityki. Dla lewicy najważniejszym dogmatem jest idea świeckości państwa, drugim – prawa jednostki. Dla prawicy liczą się nie tyle prawa, lecz prawo jako takie, i chce ona zmieniać prawo zgodnie ze swoimi wartościami. Lewica nie rozumie bądź nie chce zrozumieć takiego podejścia i oskarża Kościół hierarchiczny o mieszanie się do polityki. W istocie rzeczy – to ludzie Kościoła chcą zmieniać prawo, ale nie hierarchia, lecz świeccy Jego członkowie, kierujący się swoim sumieniem i wiarą. To oni głosują w wyborach na takie partie i kandydatów, którzy są dla nich gwarantem przyszłej zmiany prawa, i, jeśli demokratycznie wygrywają, mają prawo – głosami większości – zmieniać system prawny obowiązujący w państwie. Mają za sobą wtedy wartości i siłę demokracji: w demokracji to większość decyduje o tym, jakie będzie obowiązywało prawo w państwie.
Obecna sytuacja to zamach zarówno na wartości demokracji, gdy demokratycznie wybraną władzę chce się wyrzucić krzykami ulicy, ale także na ideę autonomii osoby świeckiej w Kościele. Katolik świecki ma prawo do działalności politycznej, od lat jest do tego przez Kościół zachęcany, a teraz sam Kościół, głosami choćby „zwykłych księży”, tego prawa mu odmawia.
Katolicy lewicowi są szczególnie wyczuleni na to, by innym nie narzucać swojego światopoglądu. Zauważmy jednak, że to „nienarzucanie” postulowane jest wyłącznie w kilku wąskich dziedzinach życia: aborcja, mniejszości seksualne, eutanazja. Nikt nie mówi o narzucaniu czegokolwiek, kiedy wprowadzamy ochronę np. prawa własności (VII przykazanie). Nie zostawiamy wyłącznie sumieniu urzędnika państwowego decyzji o tym, czy wziąć łapówkę, lecz straszymy go i „przymuszamy” do uczciwości odpowiednimi paragrafami. Mówienie prawdy w sądzie (VIII przykazanie) to nie jest wyłącznie sprawa mojego sumienia, lecz jeśli skłamię, odpowiem sam przed sądem. Nikt nie zostawia wyłącznie sumieniu męża bijącego żonę decyzji o tym, co robi, lecz zostanie on za taki czyn ukarany nawet jeśli w sumieniu uznaje, że ma prawo bić. To znana zasada, że prawo broni nas przed ludźmi pozbawionymi sumienia.
Mam prawo robić wszystko, co chcę, to moje prawo, ogranicza mnie jednak to samo prawo drugiej osoby. Każdy ma prawo do wolności, ale i drugi ma takie prawo, dlatego nie mogę krzywdzić drugiego, bo przekraczam jego prawa. Nikt nie ma wątpliwości, że prawnie chronione powinno być życie i nie wolno mi nikogo zabić (V przykazanie), ale tego prawa odmawia się nienarodzonym. Nie można tego w żaden sposób logicznie wytłumaczyć, poza pewną PRL-owską tradycją aborcji na życzenie, i zachodnimi koncepcjami nowego wspaniałego świata, z którego usuwa się wszystko, co chore (aborcja chorych dzieci) i stare (eutanazja), co mogłoby zagrozić wygodzie i luksusowi życia. Dlaczego nie miałaby prawnie być chroniona istota, która nie jest rzeczą ani niczyją własnością, nawet swojej własnej matki, choć żyje w niej? Pomimo że żyje w niej, nie jest nią, jest kimś osobnym. Skoro nie jest rzeczą ani wyłącznie częścią matki, lecz kimś osobnym, oddzielną osobą (nieskończenie małą i nieświadomą, lecz jednak osobą) powinna być traktowana jak inne istoty ludzkie. Nie ma żadnego logicznego wytłumaczenia dla postawy proaborcyjnej, krzyczącej o prawach kobiet. Prawo do aborcji nie jest i nie może być prawem człowieka, to sprzeciwiałoby się podstawowemu prawu każdego do życia. Zasada wolności (prawo wyboru) nie obowiązuje w sytuacji, gdy mój wybór dotyczy nie tylko mnie, ale i drugiej osoby. Mogę robić, co chcę, ale tylko wtedy, gdy nie dotyczy to innych osób, jeśli nie przekracza to ich praw. Nie wolno mówić o prawie wyboru, gdy tak naprawdę chodzi o prawo do zabijania.
Zastanówmy się zatem:
Czy jesteśmy za autonomią świeckich w Kościele i za ich prawem do samodzielnych decyzji w dziedzinach życia społecznego i politycznego?
Czy ważna jest dla nas zasad demokracji i dajemy zwycięzcom prawo do takiego kształtu prawnego państwa, jakiego oni sobie życzą i jakie wywalczyli w demokratycznych wyborach?
Czy zgadzamy się z zasadą, że moja wolność jest ograniczana przez prawa innych osób? A jeśli tak, to wolność kobiety ciężarnej nie jest absolutna, jest ona ograniczona przez prawa istoty ludzkiej, którą nosi w sobie.
Czy jesteśmy za tym, by istniało PRAWO jako takie, które chroni naszą własność, nasze dobre imię, naszą fizyczność i nasze życie? A jeśli tak, to jak możemy nie dostrzegać konieczności prawnej ochrony nienarodzonych? Jak może rower czy pies być przez prawo bardziej chroniony od życia ludzkiego? Jeśli zaś nie – zlikwidujmy prawo w ogóle, zlikwidujmy policję, sądy i więzienia, i zostawmy wszystko ludzkim sumieniom.
Istotne są moje prawa, ale nie mogą one ograniczać i naruszać praw innych osób. Istotne jest także prawo, które obowiązuje wszystkich, a o którym w demokracji decyduje większość.
Skoro dajemy prawo innym do walki o aborcję, związki partnerskie czy adopcję dzieci przez partnerów tej samej płci, i w wielu krajach, tam, gdzie zostało to poparte przez większość, takie rozwiązania prawne zostały wprowadzone – to dajmy też katolikom prawo do walki z aborcją. Każdy człowiek ma takie same prawa obywatelskie: zarówno ten o poglądach lewicowych, jak i prawicowych. Każdy ma prawo w demokratyczny sposób walczyć o taki kształt prawny państwa, jaki jest zgodny z jego wartościami i sumieniem.

