Wyobraźmy sobie kogoś, kto szuka prawdy ze wszystkich sił. Szuka prawdy na własną rękę, odrzucając po drodze wszystkie prawdy już istniejące. Załóżmy, że jest szczery w swoim poszukiwaniu, i nie waha się poddawać każdej kolejnej znalezionej prawdy wszelkim możliwym próbom. Bo musi to być prawda przez duże „P”, ta jedyna prawdziwa. Jeśli człowiek ten będzie szczery, wkrótce odkryje braki w każdej kolejno przyjmowanej teorii. Wreszcie, poszukując prawdy, pozna prawdę o sobie, o swojej nędzy, chorych motywacjach, uwikłaniu w niemożliwe do spełnienia pragnienia. Ostatecznie pewnego dnia pozna pełnię prawdy o sobie: spotka się ze swoją pustką. Zrozumie, że nie ma w nim nic tak wartościowego, jak myślał, że jego „prawdy” składają się ze strzępów prawd wpojonych mu przez rodziców, społeczeństwo i najróżniejsze autorytety. Zrozumie, że nie ma w nim nic własnego.
Jest to właściwy moment na to, by człowiek spotkał się ze Słowem Boga. Słowo to tym się różni od innych, tysięcy wypowiadanych słów, że ma moc. Ma moc osądzić moje sumienie („jest jak miecz obosieczny, który przenika aż do rozdzielenia szpiku”), ma moc napełnić mnie nadzieją („wbrew nadziei”), ma moc sprawić, by człowiek doświadczył jak najbardziej prawdziwej obecności Boga. Jest to słowo z mocą („cóż to za jakaś nowa nauka z mocą”). Może leczyć choroby, wyrzucać złe duchy, uwalniać nas od związania przez zło.
Naprawdę nie jest to zwykłe słowo, prawda, którą przekazuje, nie jest jedną z tysięcy rożnych ludzkich prawd, które możemy przyjmować i odrzucać, jak chcemy. To Słowo jest „groźne”, jeśli je przyjmiemy, samo będzie w nas wzrastać, samo będzie do nas mówić, samo będzie nas przekonywać („wtedy zaczął mnie palić jakby ogień, czyniłem wysiłki, aby go stłumić, lecz nie mogłem” – powie jeden z proroków, który w pewnym momencie nie chciał przemawiać w imię Boga). Jeśli przyjmiemy Słowo Boga JAKO Słowo Boga, to przyjmiemy Boga Samego, a to nie jest zabawa, skutki odczujemy wcześniej lub później. „Żywe jest Słowo Boga i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny…”.
Dlatego Biblia nie jest zwykłą książką. Nie jest też jedną z wielu świętych ksiąg. Ale żeby to zrozumieć, często musimy osiągnąć stan owej pustki, absolutnej szczerości wobec siebie i swoich teorii. Nazywano to czasem ogołoceniem, wydaje mi się, że o ogołocenie właśnie chodzi, ogołocenie z kłamstw i złudzeń, którymi często żyjemy. Będąc tak ogołoceni, możemy przyjąć Słowo Boga, które nas wypełni. Możemy przyjąć Boga.

